love faraonowe


Egipt, take II. Pierwsze podejście trochę mniej świadome i choć wspominane z sentymentem, uważam za średnio wykorzystane. Tym razem z konkretnym celem: piramidy + coś fajnego (bo leżenia przez 7 dni bym nie zdzierżyła). 

Piramidy? Rozczarowanie. Małe, w tle budynki, samochody, naokoło biegają handlarze, którzy za wszelką cenę chcą wcisnąć Ci wszystko i nic za 1$... W środku? Spodziewałam się labiryntów, biegających mumii, zapadni, pułapek. Była dziura. No nic. Przeżycia nie odbierze mi nikt, nawet jeśli nie było tym czego się spodziewałam, to przynajmniej mogę się w sprawie wypowiedzieć ;) 

Coś fajnego? Quady. Arafatki. Piasek, którego do tej pory nie mogę zmyć z butów. Ah... Lubię to ;) 

W między czasie odhaczone nowe znajomości, masa zdjęć, zemsta faraona, pełna walizka prania, opalona skóra i rozjaśnione od słońca włosy. Oczywiście tematy muzyczne typu 'nosa' czy 'wakka wakka', których zdecydowanie wolałabym uniknąć, ale jak słyszy się coś 5x dziennie to ciężko wyplewić to później z głowy! Dlatego zostanę przy tym co mniej boli i dobrze się kojarzy ;)
Podsumowanie? Warto było, jestem bardzo zadowolona, choć niektórzy na wieść, że jest to wyjazd z rodzicami robili wielkie oczy... :)

Egipt? Polecam! Ewelina Moskalek :P


Holy Ghost! - Static On The Wire (RAC Remix) 

Alhavile - Forever Young

Azul Azul - La bomba


P.S. Notka #100!!!

7 komentarzy:

  1. świetne zdjęcia! wyjazd rodzicami nie musi być słaby , dowiodłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. spodziewasz sie potomka?

    OdpowiedzUsuń
  3. @anonim, aż tak się zapuściłam po zimie? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. boskie boskie boskie!

    świetnie zdjęcia <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ps. autor drugiego komentarza jest chyba kretynem/ką.!

    OdpowiedzUsuń