Jak już mówiłam przy okazji wykropkowanego portretu DGE, to całe kropkowanie to całkiem fajna zajawka :)
Czasochłonna, ale są takie dni kiedy trzeba się wyciszyć, a to jest dobry sposób na trening swojej cierpliwości i na ukojenie nerwów - przynajmniej dla mnie, bo domyślam się, że u niektórych takie zadanie mogłoby wywołać zupełnie odwrotny efekt :)
Padła zajawka na kropkowanie. Tylko co by tu... No i tak też padło na DonGurala. Zrobić mu suvenira? Why not. Będzie koncert, będzie okazja na oficjalne wręczenie.
Efekty kropkowania widzicie poniżej, ponad 14 godzin stukania cienkopisem Stabilo w kartkę papieru dał przyzwoity efekt jak na pierwszą próbę. Może nawet bardzo przyzwoity, ale ja ze względu na to, że wpatrywałam się w to tyle godzin... No nieważne, podoba się. Szpadyzorowi też się spodobało. Żeby nie było - ogólnie to też jestem zadowolona. Dobrze zmarnowane 14 godzin, lepiej niż na grze w simsy.
Koncert. Drugi już w tym roku. Wcześniej 'Zaklinacz deszczu', teraz 'Projekt: jeden z życia moment'. Wprawdzie płytę przesłuchałam jeszcze dzień przed koncertem, ale wiadomo - na koncercie łatwiej wybiera się ulubione kawałki, inny odbiór. Zadowolona - jak zwykłe, znowu miałam wygodną miejscówę. Gural ma fajny kontakt z publiką, zauważa inicjatywy, lubi sobie pogadać. To się ceni. Po koncercie udało mi się tak zakręcić, że chłopaki z ekipy przemycili mnie do kanciapy. Pogadane, pozdjęciowane, uścisk dłoni był, śmieszne historie były, portret ma zawisnąć w biurze - na to liczę, na to czekam (Follow the rabbit TV pomoże w weryfikacji). Po dobrej bujance koncertowej i emocjach prezentowych - zasłużone piwo. Ale było dobre. Tyle wygrać...
Dzięki Piotrze Szpadyzorny. Dzięki moi towarzysze baunsu. Dzięki Love.